niedziela, 13 sierpnia 2017

Makijaż hybrydowy - recenzja kosmetyków Lumene


Jak wiecie, dokładnie 3 tygodnie temu spędziłam intensywny weekend w Gdyni (jeśli o tym nie słyszeliście to odsyłam Was do tego wpisu). Wspominałam w nim także o głównym temacie dzisiejszej notki, czyli o kosmetykach marki Lumene. Nie ukrywam, że jak dotąd marka ta była mi kompletnie obca. Po powrocie z nadmorskiej podróży poznałyśmy się bliżej. Zaczęło się na zauroczeniu ideą makijażu hybrydowego, przechodząc przez testowanie i kończąc na prawdziwym zachwycie. Tak, już teraz wiecie, że kosmetyki, o których przeczytacie poniżej urzekły mnie nie tylko słodkimi, miniaturowymi opakowaniami, ale i swoim działaniem. Poza tym, ambasadorką tej marki jest Ania Zając prowadząca bloga fashionable, którą cenię i podziwiam, stąd też nie wahałam się wypróbować promowane przez nią produkty. Nie przedłużając - przejdźmy w końcu do tajemnicy tych moich ochÓW i achÓW!

Na początek przybliżę Wam opis producenta, który pozwoli Wam zwizualizować sobie to, czym właściwie jest makijaż hybrydowy (nie, to nie tak jak z paznokciami, które trzymają się kilka tygodni!Przyznam się, sama też nie wiedziałam o co w takim razie chodzi :D)
Na stronie możemy przeczytać:




Ja do testów otrzymałam produkty pielęgnacyjne. Pierwszym z nich jest krem nawilżający Intense Hydration, którego używam codziennie przed nałożeniem makijażu. Do tej pory zdarzało mi się nieraz pomijać ten krok i później zastanawiałam się, z jakiego powodu makijaż utrzymuje się na mojej twarzy zbyt krótko. Teraz na szczęście już zawsze o tym pamiętam (między innymi dlatego, że cera zmieniła mi się z tłustej na bardzo przesuszoną).
Krem ten sprawdza mi się naprawdę fajnie, makijaż nie warzy się i zdecydowanie dłużej wygląda dobrze. Cera jest nawilżona, ma ulepszony koloryt - posiadaczki cery suchej wiedzą o czym mówię, cechą dla niej charakterystyczną jest szary, ziemisty koloryt skóry.
Warto wspomnieć też o cenie tych produktów. Kosmetyki te są dość drogie, jednak co dla mnie jako studentki (i pewnie też wielu innych zwyczajnie oszczędnych kobiet) ważne jest to, że są oneniesamowicie wydajne. Nie pomyślałabym, że 15ml kremu wystarczy mi na tak długo, toteż jakie jest moje zaskoczenie, że nie zużyłam nawet połowy opakowania (a to w wersji pełnowymiarowej ma aż 50ml). W międzyczasie oczywiście podkradany był on także przez moją drugą połówkę, która raczej nie jest skąpa w dozowaniu ilości produktu. Jedyną malutką usterką, która broń Boże nie zmienia mojego zadowolenia z tego kremu jest opakowanie. O ile wieczorem nie ma dla mnie różnicy opakowanie, w której jest dany krem tak rano z reguły jestem zabiegana i wygodniejsze byłoby dla mnie korzystanie z kremu zamkniętego w tubce. Nie jest to jednak uciążliwe na tyle, bym nie chciała korzystać z tego kremu.




Skoro krem na dzień mamy już za sobą, przejdźmy do nocnej pielęgnacji. Krem Overnight Brightzawiera w sobie witaminę C, która jak sama nazwa wskazuje rozjaśnia cerę. Po kilku tygodniach testów mogę przyznać, że fajnie rozjaśnił moje przebarwienia po niedoskonałościach. Poza tym całkiem dobrze nawilża i odżywia.




Ostatnim produktem, który testowałam była maseczka do twarzy. Maska Lumene ma właściwości głęboko oczyszczające. To, co mi się w niej spodobało to cząsteczki żurawiny, które pomagają pozbyć się zanieczyszczeń, które nagromadziły się na buzi w ostatnim czasie. Pełnią one funkcję peelingu. Skóra po użyciu maseczki jest oczyszczona, napięta, ale co dla mnie najważniejsze, nie jest wysuszona.




Jeśli miałabym wybrać tylko jeden produkt, który miałby zawsze znajdować się w mojej toaletce wybrałabym krem na dzień. Stał się moim ulubieńcem ze względu na działanie pielęgnacyjne i to że tworzy fajną bazę pod makijaż.




Jeśli miałyście już do czynienia z kosmetykami tej marki, dajcie znać w komentarzach, które produkty sprawdziły Wam się najbardziej! Jestem ciekawa Waszych opinii ;) .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.