środa, 12 września 2018

Te maseczki uratują Twoją twarz w każdej sytuacji!

Dawno nie było tutaj wpisu kosmetycznego, a te zaraz po podróżniczych cieszą się największą popularnością. Jako, że praktycznie cały sierpień spędziłam na wakacjach (pojawiła się już pierwsza relacja - znad Balatonu KLIK) i moja skóra była narażona na różne niekorzystne czynniki zewnętrzne, zabrałam ze sobą kilka maseczek. 
Dziś, chciałabym pokazać Wam te, do których zawsze wracam, i które za każdym razem sprawują się fenomenalnie. Jestem ciekawa, czy znajdą się tu i Wasi ulubieńcy! 





Ciężko było mi wybrać jedną maseczkę ze Skin 79. Na pewno znacie te najsłynniejsze, które poza wartością pielęgnacyjną mają też walory wizualne - urocze podobizny zwierząt. Wydaje mi się, że przetestowałam całą serię. Wszystkie maseczki były fajne, jednak tygrys i panda urzekły mnie najbardziej (ta druga niestety nie zdążyła załapać się na zdjęcie :D) 

Tygrys świetnie sprawdza się kiedy na twarzy pojawiają mi się niedoskonałości. Ma w sobie olejek z drzewa herbacianego, który radzi sobie z nimi fenomenalnie. Po 15 minutach buzia jest nawilżona, a obrzęki wokół nieprzyjaciela zmniejszone. 
Pandy używam natomiast przed większymi wyjściami, lub gdy chcę rozjaśnić świeżo powstałe przebarwienia. Zgadzam się z obietnicą producenta o działaniu wybielającym, jednak nie jest ono spektakularne po jednorazowym użyciu maski. Przy stosowaniu systematycznie widać sporą różnicę. 


Drugie miejsce chciałam przyznać masce na noc. Podobnie jak wyżej, w ofercie występuje cała seria w zależności od potrzeb skóry. Moim ulubieńcem jest eksfoliacja, czyli maseczka mająca walczyć z bliznami potrądzikowymi i rozszerzonymi porami. Wydaje mi się, że ta jako jedyna z serii nie jest maseczką całonocną. Producent zaleca nakładanie jej w godzinach wieczornych, jednak należy ją zmyć po 15 minutach. Zazwyczaj kupuję ją w hebe, bo tam można często trafić na promocję. Robię wtedy większe zapasy :). 
Podobnie jak w przypadku pandy należy stosować ją systematycznie, by zauważyć efekty. 


Na zdjęciu jest też tania i łatwo dostępna maska z Ziaji. Zabrałam ją na wakacje i kiedy moja skóra była po sporej dawce promieniowania słonecznego (oczywiście i tak codziennie używałam do twarzy kremu z filtrem SPF 50) sprawdziła się doskonale. Opakowanie kosztuje niecałe 2zł, a mnie wystarcza spokojnie na dwa razy. Polecam przetestować także szarą - przeciwtrądzikową. Jeśli coś jest tanie i dobre to jest podwójnie fajne! 

Kolejne dwie maseczki użyłam jednorazowo, jednak efekt był zadowalający i kupiłam po jednej sztuce na zapas. Szczególnie, że maseczki Mediheal można teraz dostawać nawet w Kauflandzie i Lidlu! 


W tej szczególnie urzekło mnie opakowanie i płachta, która nie spada. Noszenie maseczki jest znacznie przyjemniejsze, gdy poza pielęgnacją mogę też pisać dla Was nowy wpis! Załączone serum starczyło mi jeszcze na 4 zastosowania, czyli dwa dni używania rano i wieczorem. 

Maseczkę cytrynową dostaniecie w Rossmannie. Fajnie rozjaśnia i nawilża. Użyłam jej pierwszy raz przy okazji wczorajszego meczu i fajnie się sprawdziła. Minusem i plusem w zależności od Waszych upodobań jest zapach. Pachnie bardzo intensywnie, ale dla mnie osobiście nie jest to żaden problem. 


Czy wśród masek, które wymieniłam znalazł się Wasz ulubieniec? Koniecznie podzielcie się ze mną w komentarzu maseczkami, które określiłybyście tym mianem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.